Tatry, styczeń 2009
1630
Kuluar Kurtyki, Kocioł Kazalnicy, lodospad Mrozekov
Bardzo mało zaawansowana próba na direttissimie północnej Mięgusza:) (V+)
Próg Mnichowy, Kuluar Kurtyki (WI3)
Kocioł Kazalnicy, „Poziomki-Truskawki” (IV+)
Biała Woda, lodospad Mrozekov (WI4)
***
Aby zatrzeć złe wrażenie po grudniowej klęsce na progu Mnichowym, postanowiliśmy odwiedzić Moko ponownie. Tym razem z solennym postanowieniem dokładnej analizy topo przed wejściem w drogę.
Na początek, śmiali i nieustraszeni, próbujemy wbić się w diretissimę północnej Mięgusza. Nawet brak widoczności i prószący coraz silniej śnieg nie zdołał nas powstrzymać. Pokonało nas dopiero pierwsze stanowisko. Marek ujął w dłoń hak, uniósł czekan, mierząc obuchem ku ścianie, wziął zamach i zniknął pod śniegiem. Niezrażony tą porażką, podjął kolejną próbę – i ponownie zasypał go śnieg. Ponieważ kolejne pyłówki sypały się coraz gęściej i Marek nie zdążał się już nawet zamachiwać, a jednocześnie coraz mniej Marka wystawało spod śniegu (nie inaczej było ze mną), zmuszeni byliśmy pogodzić się z tym, że założenie stanu nas przerasta. Po 20 minutach, bezwzględną większością głosów podjęto więc decyzję, że nie damy się zakopać.
***
Po przegranej walce z hakiem, tnąc wesoło na dupie w dół przez Bandziocha, uznaliśmy, że co prawda może przegraliśmy bitwę, ale ta wojna będzie nasza – idziemy na Kuluar! Mało tego – wydostawszy się pod pułap chmur, lustrując okolicę naszymi sokolimi oczami, spostrzegliśmy, że niechybnie jesteśmy tu sami. To skandaliczne! Nikt poza nami nie poszedł się wspinać. Naturalnie nasze poczucie misji stało się tym większe.
Jedynym śladem życia w dolinie okazał się samotny cień, sunący z wolna na nartach przez białą taflę Moka – to nieoceniona Ewa, zatroskana wyszła sprawdzić, czy żyjemy.
Na pierwszym wyciągu Kuluaru Kurtyki, a nawet na początku drugiego, pogoda, można powiedzieć, dopisywała. Za to dalszą część przeszliśmy już niejako po omacku. Czasami tylko, na stanie, z trudem udało nam się dojrzeć siebie nawzajem. Za to w trakcie zejścia – góry się odsłoniły! Dostojne, ośnieżone i absolutnie nie te co zwykle w tym miejscu.
Moja wersja jest taka: spod Mnichowej Baby zeszliśmy nieco w stronę dolinki Za Mnichem, skręciliśmy o jakieś 90° w prawo, w stronę Miedzianego, a następnie znów około 90° i schodziliśmy już prosto w kierunku Moka, kiedy to właśnie niespodziewanie chmury się rozstąpiły, a przed sobą ujrzeliśmy Szpiglas. Koniec końców, sączyliśmy zimne piwo w Morskim Oku, w błogim poczuciu, że wszyscy pozostali wcale na nie nie zasłużyli.
***
Następnego dnia przeszliśmy Poziomki-Truskawki (lub Poziomkowa Droga, IV+) na Kotle, choć już bez tak bohaterskich przygód.
18.03 przyszło nam wracać do domów, ale po drodze odwiedziliśmy jeszcze lodospad Mrozekov w Białej Wodzie.
Część zdjęć autorstwa Marka Giby.