Tatry, marzec 2010
856
Korzystając z ostatnich wolnych dni, ponownie wybrałem się na Halę.
I znów, ze względu na wyjazd z dnia na dzień, nie miałem towarzysza. Właściwie na miejscu miałem tylko jeden dzień. Pospacerowałem więc trochę po Hali, przeszedłem się na Świnicę i Zadni Kościelec. Pomogłem też kilku napotkanym turystom przejść bezpiecznie granią pomiędzy wierzchołkami Świnicy.
Ale dzień zaczął się od próby wstawienia się w drogę Kulczyński-Świerz, z wariantem środkiem ściany. Drogi nie udało się przejść w całości. Skończyło się natomiast z nietypowymi (jak na dwójkową drogę) przygodami, kiedy to wisząc na jednej dziabie i machając nogami w powietrzu uświadomiłem sobie nie tylko fascynujący ogrom mojej głupoty, ale również to, jak bardzo musieliby się ze mnie śmiać, gdybym ubił się w takim miejscu.
Poniżej zdjęcie, pokazujące (mniej-więcej) miejsce, z którego po wspomnianych przygodach zszedłem.
